styczeń6

Drugi wpis - moralnie niemoralny

dodano: 6 stycznia 2013 przez NagaSati


 

  Tu się pomyliłam, powinien być on jako drugi skopiowany z poprzednego bloga :)

 

 

 19 kwietnia….

Dobrze że kalendarz mam blisko bo nie wiem który to już dzień i nawet nie chce mi się liczyć po co mi przerażenie w oczach że to już tyle czasu…….nadal biorę codziennie po ok. 56 razy dziennie- nie dużo bo nadal mam te 5 g ale delektuję się braniem jakbym chciała nadrobić zaległości…..mam jeszcze na jeden dzień sprzątania

Chcąc Go ukarać mam tyle złości nie owijam w bawełnę kiedy pyta czy brałam-potwierdzam i robię to z dziką satysfakcją- raz się denerwuje wtedy robię się agresywna i walczę o swoje o Jego zrozumienie próbuję tłumaczyć że nie jest to takie proste i nie skomplikowane ale zaraz denerwuję się kiedy widzę że On nie bardzo rozumie całokształtu mojego problemu że nie jest problemem to że ja biorę ale to jak jest mi źle w moim życiu ze sobą……pyta gdzie chowam jakby znalazł pewno pozbył by się tego myśląc że jest to pewnego rodzaju pozbycie się problemu……tłumaczyłam że przecież nie o to chodzi bo to tak samo jakby lecząc alkoholika terapią było pozamykanie monopolowych……głupota…..

….Wczoraj byłam po całych 2 nocach niespania…..  całe dwie noce siedziałam na dole przy kompie jak to mówię " wkręciłam się w kołowrotek"…..czyli  to tak jak ze sprzątaniem jak zacznę to skończyć nie mogę i denerwuję się jeśli ktoś próbuje mnie od tego odwieść…….w tamtym roku a dkoładnie w marcu przypadkiem znalazłam grę Ikariam na necie od tego czasu komputer stoi najczęsciej w kuchni.....  i robiąc cokolwiek zaglądam do niego…kolejne uzależnienie….ale po jakims czasie.......  pomyślałam że uciekam tak na pewne momenty od codzienności która mnie przytłacza…..poznałam tam ludzi z którymi systematycznie rozmawiam skoro nie mam znajomych na co dzień np. w knajpkach jak mój maz to bynajmniej na necie porozmawiam….

Potem wróciłam na NK i tam znajoma wkręciła mnie w Fishbone….głupia klikanka….ale zajmująca czas gdzie znajomi rywalizują o poziomy….rywalizacja w której postanowiłam się pościgać……znudziło mnie jak tylko znalazłam 2 inne gry na tym portalu….no i jeszcze jest jedna inna…….więc w sumie aby oblecieć te wszystkie gry i konta tracę na to dużo czasu ….i tak spędziłam 2 ostatnie noce przy tych grach…..z boku leżał notatnik w którym zapisywałam różne rzeczy na pierwszej stronie ajak tylko przewracałam w nim stronę to leżały 2 kreski tak pod ręką idealnie ale nie widoczne gdyby On np. zszedł zobaczyć na dół co się dzieje…. I takzdobywałam kolejne poziomy przy akompaniamencie mojego motywatora…..

  przy ciemnej karnacji moje podkowy wymagały wczoraj  porządnego retuszu  i pewno normalnie stwierdziła bym że wyglądam strasznie upiornie i nawet nie podchodziła do półki z kosmetykami jednak kiedy stężenie amfetaminy we mnie jest większe niż trzeźwej ale rocznej dawki dobrej samooceny u mnie to nie mam przeszkód aby zmierzyć się sama ze sobą….i jak myślałam….efekt wyszedł mi zdumiewająco piorunujący i nie tylko na moje spatrzone kreskami oczy…4 osoby z którymi spotkać się musiałam zaskoczyły mnie komplementem ;)

…..ostatni raz wzięłam wczoraj……ok.17 tej.

                    Z EUFORII W DÓŁ LOTEM KAMIKADZE…..

 Mam na cały dzisiejszy jeszcze dzień…..schowane ok. metr ode mnie…..czuję się dobrze ale wiem co zacznie się dziać popołudniem czy pod wieczór wiem też co będzie kontynuacją jutro i pojutrze-wiem że jak się położę z córką spać czyli po 20-tej i mogła bym spać nawet 24 h to zmęczenie ba wyczerpanie nie minie że przez pierwszy tydzień na każdą  propozycję jakiegokolwiek wyjazdu czy to na zakupy czy na basen nawet na podróż wkoło świata będę odpowiadać „ Ale po co”…wysilając się w ogóle na te słowa wiem że nie będę miała siły utrzymywać porządku na który pracowałam tak pieczołowicie przez tyle dni i siedząc i patrząc na to jak bardzo po dwóch dniach nie sprzątania jest brudno załapię kolejnego doła że nie mam ani ochoty ani siły ani motywacji aby posprzątać choćby zabawki bo „ po co” przecież tak samo będzie za 2 h……z teściowa znowu nie będzie mi się chciało rozmawiać sterta prasowania będzie rosła z dnia na dzień a dzień w którym w dwóch koszach nie ma nawet jednej skarpetki do wyprania i nawet majtki są w półkach poskładane odejdzie w szufladkę pamięci zarezerwowaną dla rzeczy idealnych ręce się zagoją po tym jak cały dzień walczyłam z wielkim klombem a jeszcze większymi iglakami z których zrobiłam bonsai….klomb jest na wjeździe więc też za każdym razem kiedy będę wjeżdżać i wyjeżdzać z domu będę popadać w dół że pięknie to zrobiłam ale teraz nawet kory spod niego bym nie pozamiatała a jak już to bez uśmiechu z jakim wtedy ciełam…

.... i będę płakać z byle powodu bo tak mi źle bo nie widze pomocy…bo nie widze pozytywnego jutra…bo po co żyć? Niedowartościowanie nie pozwala mi zrobić niczego z czego była bym dumna ja sama dla siebie…..niczego i tak nie skończę bo z tak wielkim zapałem jak zaczęłam z tak wielkim impetem zapał ten się ulatnia……

Na co dzień nie potrafię być tak idealną matką kobietąkochanką jak bym chciała tylko amfetamina potrafi mi pokazać że jednak choć na chwilkę za którą zapłacę tak wiele jednak potrafię……………

 …….przecież ten klomb cięłam Ja…………od początku do końca kiedy mąz spał na kanapie wiedząc co robie……. Tylko Ja………

I choć zgubnie……wiem……..stawiam na szali wolnośćrodzinę zdrowie i życie to jednak ona wygrywa nie amfetamina…..ale chęć bycia przez kilka dni tak wydajną tak wspaniale idealną jak ode mnie oczekiwano a ja nie potrafiłam

……………dziś pisze…..

Jakub….imię jak z książki ” Samotność w sieci ” ….odpisał na mój pierwszy wpis wczoraj…..

Prosił abym pisała jak najwięcej że może dam mu siłę………

Może zdołuję……ale to nie tyle siła co konieczność zmiany Nas samych naszego postrzegania świata codzienności kolejnych dni……..jeśli tego nie pozmieniamy….sama siła aby nie brać…

……..widzisz miałam i siłę i koniecznośc ….4 lata abstynencji……i popatrz …….mając wszystko i możliwość posiadania reszty nadal nie mam tego co jest najważniejsze ……mam siłę……

Nie mam Siebie…….więc „ po co” mi siła…….

 

       lecz to dotyczy mnie i może tylko mnie każdy sposób jest indywidualny własny i dobry jeśli tylko daje jakiś efekt .....w moim przypadku siła  może być tylko podporą......taki jednym z nastu współczynników do tego aby próbować dalej......

 II

 

….otworzyłam Worda po napisaniu „ Drugiego wpisu” a smażąc jajka pomyślałam że na bieżąco mogę pisać co myslę bo nie powiem co rusz jakieś słowa które chciałabym z siebie wylać pojawiają się we mnie….. Więc;)

                                                        Monar.

Gdyby nie on….gdyby nie on…..no cóż wiele osób ma złe i nieprawdziwe zdanie i wyobrażenie o tej instytucji.

Ja np. w ogóle byłam pokrzywiona w pogladach na niego narkomanię a przede wszystkim na terapię.

Człowiek z którym się spotkałam kiedy pierwszy raz miałam kontakt z Monarem zasłużył się nie tylko rozmową ale zarzutował na resztę czasu spędzonego na terapii gdyby nie On przypuszczalnie po nie całym miesiącu na terapię bym już nie chodziła przede wszystkim dlatego że moja pierwsza terapeutka z którą mi się dobrze rozmawiało tzn. potrafiłam się otworzyć wyjechała za granicę po 3 sesjach nie zrezygnowałam bo cały czas miałam tego Człowieka przed oczyma że może trafię na jemu podobnemu druga…..no cóż ……trzecia Madzia….pierwszy raz jak ją zobaczyłam stwierdziłam że nie dam rady osoba młodsza ode mnie- i utwierdzenie że jak może wiecej wiedzieć ode mnie nie ma rodziny nie ma dzieci……jak może pojąc o czym mówię………

Mówiłam opowiadałam Jej odpowiedzi nie były strzelane w pudło trafnie podsumowywała a ja nabrałam zaufania….po roku zakończyłam terapię może nie dlatego że powinnam bo byłam na to gotowa ale dlatego że na 100 % pewna że nie wezmę przez dłuższy okres ze względu na to że zaszłam w ciąże…..

Madziu jeśli zdecyduję Ci podać link do tego blogu a Ty go przeczytasz to z tego miejsca chciałam Ci bardzo podziękować za pomoc która okazała się nieoceniona wsparcie miałam w sumie tylko z Twojej strony i może właśnie dlatego że tylko z Twojej blog ten ma taką a nie inna treśc.

Jakiś czas temu kiedy przestałam już karmić i parasol się nade mną zamknął kiedy poczułam się znowu niepewnie zadzwoniłam do Niej z prośba o spotkanie do którego nie doszło…..potem znowu było troszkę lepiej więc nie czułam potrzeby aż nadszedł ten dzień kiedy się złamałam….

Teraz zastanawiam się czy nie wysłac Madzi linka do mojego blogu Ona nic nie wie o tym że ponownie dowartowościuję się amfetaminą. To taki chwilowy przebłysk sekundowy pomysł ale decyzję podejmę dopiero po jakimś czasie jak pobędę trzeźwa może za dużo we mnie jeszcze optymizmu….a najgorsze jest to że wcale chyba nie mam ochoty na terapię bo trwam w jakimś chorym przekonaniu że po takim  czasie abstynencji i tylu momentów bezradności względem ulegania męża na swoje alkoholowe zachcianki należy mi się ten czas….Może być to bardziej chore?

Kolejne dojście do kompa: Zejście na ziemię i historyjek kilka

Wczoraj podjechali do Nas moi rodzice od południa zaczęłam robić sobie troszkę większe kreski bo jednak zmęczenie gdzieś tam zawieszało mnie czasami w powietrzu po chwili czasu przestraszyłam się robiąc rodzicom herbatę gdzieś tam zerknęłam na stopy  miały kolor jednego wielkiego siniaka płytki paznokci były fioletowe…były zimne i skostniałe lodowate wręcz…pobiegłam na górę szybko po skarpetki wyglądało to bardzo nienaturalnie a rodzice wiedzą op moich przejściach z amfą więc nie chciałam aby się czegokolwiek domyśleli…. kiedy wyszłam na podwórko aby ich odprowadzić do samochodu wyciągnęłam ręce z kieszeni kurtki…..były jeszcze bardziej sine od stóp !!!! Próbowałam to zakryć lecz zapomniałam się biorąc papierosa a tato podał mi ognia!!! Nie było możliwości aby nie zauważył…zwaliłam to na to że nie domyłam po pracy w ogródku że musiałąm nie zauważyć.

Stawy kolanowe przy sinym zabarwieniu skóry na nogach były czerwone……… nie wiem co to było po tym wszystkim jak przeszło było mi strasznie zimnodopiero jak się polożyłam spać i przytuliłam do goracego męza zaczęłam odczuwać ulgę…..

Zawsze kiedy biorę mam strasznie przesuszoną skórę balsamy mogę wmasowywać 5 razy dziennie i raczej to nie pomaga tylko na chwileczkę podobnie ze skórą na twarzy strasznie  rozbija równowagę jej nawilżenia nawet do łuszczenia pomimo masek ampułek nawilżających….

Suchośc oczu Visine i Starazolin nie opuszczają mnie pomaga na chwilkę ale i tak popękane żyłki na białkach musza same zejść w szczególności kiedy po nocach czytam piosze czy siedzę przy kompie…

Chusteczki higieniczne musza być zawsze i wszędzie tak jak balsam nawilżający do ust też bardzo schną woda zawsze w torebce mała i aucie duża gumy do żucia nie mniej wazne jak cała reszta ze względu na suchośc w ustach podobnie jakkrem do rąk ;)   Moja torebka kiedy biorę rośnie do gigantycznych rozmiarów i tylko wtedy….On tego nie widzi choć była o tym mowa kiedy się spowiadałam ze wszystkiego…..

Kilka dni temu dowalił mi słowami które na długo przypuszczam wbiły mi się w pamięć tym razem do szufladki słów które się nie zapomina….kiedy parasol zniknął nie jednokrotnie mówiłam że jest mi ciężko że coraz cięzej że napady by wziąć trwają co raz dłużej i co raz częstsze że jest mi ciężko ale walczyłam cały czas nie ulegałam…….i wcale mnie mało to nie kosztowało….usłyszałam natomiast od Niego że ja już od dawna biorę……….

Zabolało zapiekło do wrzenia mnie doprowadziło……on który bez swojego nałogu nie potrafi przeżyć dobrego tygodnia dowalił mi takim tekstem po tym jak czysta byłam 4 lata i w dodatku walczę od roku aby być czystą….. właśnie taki człowiek powiedział mi coś takiego…..kiedy tylko mu to powiedziałam nie mogłam zrobić nic inego jak tylko pójść n a góre zrobić sobie wielką kreskę i wciągnąć ją na raz…. Co uczyniłam z zadowoleniem…..

Dziś na obiad ogórkowa a ja wciągnęłam  połowę z tego co mi zostało znowu będę palić jak smok.

Boję się zejścia boję się teo dołau który mnie czeka tym bardziej że następuje on zaraz po stanie euforii więc różnica  w samopoczuciu jest tym bardziej widoczna dla mnie w odczuciach…pokazuje mi to że może bym nie brała gdyby nie to zejście tak wiele dni pod rząd mogła bym co 23 dzień gdyby ich nie było jeden dzień poświęcić na sprzątanie i sparawy w których  widzę że rady nie daję drugi na małe zregenerowanie….alke tak nie da rady

Jakiś czas temu miał u nas spać syn mojego męza a  jego pokój to moja biblioteka prasowalnia i przy okazji pokój w którym zawsze miałam najwięcej skrytek bo najmniej tam inni zaglądają za to ja najczęściej…..zabrałam torebkę ze skrytki po to aby mieć do niej w nocy swobodny dostęp kiedy pasierb pójdzie już spać….. wsadziłam ją za gumkę majtek z tyłu ale nie schowałam na dole tylko z nią tak chodziłam czekając na odpowiedni moment aby ja przy okazji schować chodząc tak potrzebowałam pójść do toalety więc poszłam zupełnie o niej zapominając poukładało się tak źe tego wieczoru poszłam spać nie biorąc więcej….za to rano po śniadaniu poszłam szukać…nie ma…zgłupiałam….przecież faktycznie ją z pasierba pokoju zabierałam ale gdzie schowałam? Tego nie wie nikt poza szufladką o napisie „ Zapomniane przez branie” która jest również pokaźna…zleciałam na dół w panice może gdzieś na wierzchu zostawiłam i zapomniałam a ktoś znalazł bo na to musze uważać ze względu przede wszystkim na dzieci…..szukałam jak opętana…..gdzie ja to przeniosłam?

Idąc w między czasie do WC olśniło mnie ale po woreczku nie ma śladu tak samo jak po banknocie 10 zł…..

Mąż On wstaje najwcześniej jeśli już to On tylko czy spadło koło WC czy do środka telefon On dzwoni i na koniec rozmowy mówi „ mam nadzieję że dziś będziesz grzeczna”….. Lecę do śmietnika JEST woreczek a w nim zalana amfa…..tylko kto?  Pasierb? On?  To musiał być On oddzwaniam pytam mówi że rano pływał woreczek z białą zawiesiną….

Miałam schowaną gdzie indziej jedną dośc spora porcję a że nie miałam w planie zejścia w ten właśnie dzień bez namysłu po nią poszłam jak tylko odłożyłam telefon.

Doskonale pamiętam jak rzucałam jaki to jest koszmar i jak ciężko jest go wytrwać jak  co 5 minut bijesz się z własnymi myślami a one uporczywie wracają toczysz bitwę o życie w sumie bo w  moim przypadku już chyba tak było samobójstwo to pomysł z którym wstawałam i zasypiałam który nawiedzał kiedy jechałam autem kiedy gotowałam kiedy rozmiawałam z Nim i patrząc mu w oczy myslami byłam z moim ostatnim momentem…..ileż razy jadąc autem wybierałam drzewo  widząc tira naprzeciw wybiegałam myślami aby nagle w trakcie mijania wykręcić kierownicę….ile razy sytałam nad wyrobiskiem kopalni…..zawsze ale to zawsze były dzieci nigdy inaczej wracałam do domu pełna złości że je mam że przeszkadzają mi w tym co chciała bym zrobić że tak je kocham…..

I kiedy tak walczysz zapamiętale w imię czystości i nowego jutra nie ważne jakiego aby czystego padasz niekiedy sił Ci brak optymizmu nie masz nawet szczypty zadowolenia z tego co przeżyć musisz Ci też  brakuje i ogólnie nie cieszy Cię kompletnie nic jest ciężko nie pójść na chwilę słabości gdzie wiesz że po 5 minutach może być o 360 stopni zupełnie inaczej że skończy się wszystko to co nie przestaje Cię gnębić…

                                                ….terapia….

Ona daje chwilę wyzwolenia w szcZególności dla mnie daje tę chwilkę zrozumienia odczucia że ktoś Cie rozumie pozwala się zastanowić dojść do nowych wniosków uświadomiła mi wiele problemów i ich oddziaływania z przeszłości niby błachych a tak mocno rzutujących na mnie dorosłą na moje dorosłe życie…dorosłe tylko ze względu na wiek

Po terapi zawsze wracałam wypompowana z siły nie miałam siły na nic spadał ze mnie ciężara ale powrót do rzeczy trapiących i rozgryzanie ich jest bardzo męczące.

Na terapię dojeżdżałam ok. 70 km zawsze jechał ze mną On czekał na koniec sesji  nie byłam w stanie o własnych siłach prowadzić samochód w drodze powrotnej często na bocznym siedzeniu płakałam tak jak w tym momencie kiedy to wspominam łzy same leciały po policzkach nie miałam sposobu na ich tamowanie…. On niekiedy pytał prowadząc ja sama nie mówiłam ale Jego pytania były nie wnikliwe jakby nie chciał się dowiedzieć więcej a mi tak na tym zależało nie mówiłam sama bo skoro nie pyta to go zadręczać na siłę nie będę poza tym skoro nie dopytywał dlaczego jak i w jaki sposób to tak naprawdę nie za bardzo był zaaferowany tym co czuję i dlaczego tak naprawdę brałam.

I tym sposobem zawsze byłam w terapi tylko ja i terapeuta…..dlatego nie miał kto mi pomóc abym nie wróciła….

Może teraz potrzebuję ponownie dna sięgnąc aby ponownie na terapię zacząc chodzić…choć podświadomie chyba już szukam pomocy chcąc podac link Madzi może liczę na jakąś pomoc może po prostu potrzebuję porozmawiac ale nie mam z kim jak zawsze może dlatego pisze blog?  Gdzieś musze upuścić to całe ciśnienie mojej złości na bliskich na siebie i na życie. Może podam Jej link po to aby zobaczyła przed terapią zarys sprawy co i jak wygląda po to aby od razu móc konkretnie rozmawiać… może pokażę go Jemu… choć raczej nie bo jeśli usłyszała bym jakieś proste pytanie nie dotyczące tego co jest tu najważniejsze to załamie mnie to że po takim wylaniu z siebie On nadal nie rozumie o co chodzi i tym sposobem nadal będę sama…..Jemu raczej nie pokażę ;)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 




Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Nie ma jeszcze komentarzy - wyraź swoją opinię jako pierwszy